Sernik baskijski jest jak deser, który nie próbuje być grzeczny — i w tym właśnie tkwi jego urok.
To ciasto, które wygląda, jakby samo nie wierzyło w świąteczną poprawność. Jego powierzchnia jest mocno przypieczona, wręcz spalona na ciemne złoto, z pęknięciami jak rysy na starym obrazie. Ale pod tą dramatyczną skorupą kryje się wnętrze miękkie, kremowe i kojące — coś między lekką chmurką a aksamitnym budyniem. Ta kontrastowa dwoistość to jego znak rozpoznawczy, jakby mówił: „nie oceniaj mnie po okładce”.
Na Wigilię pasuje idealnie właśnie dlatego, że jest odrobinę niepokorne. Wśród tradycyjnych potraw pojawia się jako cichy buntownik, który jednak z miejsca zdobywa sympatię wszystkich przy stole. Ma w sobie coś współczesnego, ale jednocześnie tak prostego, że wydaje się swojski.
Sernik baskijski to deser, który pokazuje, że piękno bywa niedoskonałe — i że właśnie te pęknięcia smakują najlepiej.
